niedziela, 12 czerwca 2022

Wypisy z Dzieciństwa kpt. rez. Romualda Jaśkiewicza

 

 Wypisy z Dzieciństwa

Kpt. rez.  Romualda Jaśkiewicza

 

Ta Ojcowska 

I Matczyna Szkoła Życia

To Uniwersytet i Akademia

Cały Dekalog

I cała Ewangelia

Ewangelia Jezusa Chrystusa

I ta zasada kwintesencja

Jakkolwiek Tobie

To Twoje życie pobiegnie

To masz być zawsze

Uczciwym Człowiekiem

 

I na imię mam Romuald

Bo mój rok urodzenia

To rok

Tysiąc dziewięćset


Trzydziesty dziewiąty

I wszystko wiadomo

Romuald Jaśkiewcz

Już od samej kołyski

Dziecko Wojny

I czas wygnania

I czas tułaczki

Czas strachu

I czas pogardy


I czas poniżenia

Czas poniewierki

Ot i to moje

Całe dzieciństwo

 Niemiec na moich oczach

Moją Mamę

Wypędzał z domu

I ten ogromny ciężar dla Mamy

Domu nie ma 

I pracy nie ma

Tata na froncie

Czerwonoarmista 

Na moich oczach


Strzelał do Polskiego Profesora bo

Opowiadał mi że po wojnie

Będzie wolna

I niepodległa Polska

A było to w naszym mieszkaniu

Tu bowiem sowieci

Byli na kwaterze

Funkcjonariusz 

Urzędu Bezpieczeństwa

Całą Moją  Rodzinę

A było to w Oliwie

Vis a vis dzisiejszego

Domu Zarazy

Już po rzekomym wyzwoleniu

Z domu wyrzucał

Bo rodzina ubeka

Musiała mieć

Lepsze mieszkanie

To nic że nasze

Przecież taka była

Ta sowiecka ludowa sprawiedliwość

 


W szkole dyrektorka szkoły

Pociągnęła mnie za ucho

Aż całe ucho

Zalało się krwią


A tylko za to że

Na lekcji zapytałem

A te granice  na wschodzie

Polski przedwojennej

To dzisiaj gdzie

Nauczyciel doniósł dyrektorce

A dyrektorka 

Od razu surowa kara

Od razu wróg ludu

I od razu wywrotowiec

 

To moje dzieciństwo


To mój każdy dzień

To dzień upokorzenia

Dzień poniewierki

I dzień okupacji


I w tym trudnym czasie

Ojciec a i Mama

Powtarzał mi zawsze

Nie to że niemożliwe

Bez względu na to co

Dzieje się wokół

Ja Romuald Jaśkiewicz

Mam być zawsze

Uczciwym człowiekiem

I to było to wyzwanie


I  szkoła

I misja

Misja Mojego Życia

To co możliwe to wywalczyć

To co niemożliwe

Przechować ocalić i przetrwać

 



I Ojciec taki był

Na froncie 

Z rękawów swojej koszuli

Robił opatrunki

Rannym żołnierzom 

W czasie okupacji

Śpieszył każdemu

Kto prosił o ratunek

A w pierwszych latach

Tak zwanego wyzwolenia

Przez Armię Czerwoną

Rogatywkę z Września

Tysiąc Dziewięćset

Trzydziestego Dziewiątego Roku

Swą relikwię najcenniejszą

Głęboko trzymał w piecu

I co rusz w głębokiej nocy

Dyskretnie do niej zaglądał

Modląc się do Boga

O prawdziwie wolną

Prawdziwie wolną Polskę

A tu taka noc głęboka

I nadal takie strasznie 

Podłe czasy

I znowu wszędzie

Te ruskie kacapy

A Mama 

Mama we wszystkim

Była mu gorliwie wierna

 

I wiem o Ojcu  że w więzieniu był

Dla politycznych

Na Okopowej

I z każdego widzenia

Wracała Mama

Zalana łzami

Bowiem klawisze mówili że

Jak nic dostanie wyrok śmierci

I wiem o Ojcu

Gdy z Okopowej powrócił

Nie do poznania

Taki zarośnięty


Taki zaniedbany

Taki opuszczony

I mówił do mnie

Synku nie podchodź do mnie

Moja koszula 

Aż chodzi od wszy



I było to czujne

Ludowe oko sowieckich szpicli

Grzebanie nawet w korespondencji

Obecni byli

Nawet w toalecie

Kałem mażąc po ścianie

Rechocząc na cały głos

Przecież posprząta

Przecież kobieta jest

A posprzątać miała

Moja Mama bo oni

Ubeckie pijaczyny

I byli żądni tego upokorzenia

Trunkowali na umór

Jednakże Ojciec z Mamą 

Powtarzali zawsze


Bez względu na wszystko

A wszystko dookoła

Działo  się nie tak

Ty masz być zawsze

Uczciwym człowiekiem

 

I do dziś jest to  moja

Zasada nadrzędna

Życie Polskim Mundurem

Ma być


Uczciwe godne szlachetne

Z podniesionym czołem

A to wcale nie to samo co

Być tym partyjniackim pewniakiem

Z zadartym nosem

Być tym wicie rozumicie

Dbać o wszystkie blaszki

I olewać wszystko

 

I myślę Mój Ojcze

I Moja Mamo że dzisiaj

 Z wysokich niebios

Z dumą spoglądacie 

Na mnie

Oto Wasz Syn

Romuald Jaśkiewicz

Zgodnie z Waszą 

Rodzicielską Wolą 

Imiennik Romualda Traugutta

Wodza Powstania Styczniowego

Absolwent Waszej

Ojcze i Mamo  

Domowej Szkoły Życia

Kropla w kroplę

Jak Ty Ojcze

Jak Ty Mamo

Taki sam


 Wytrwał na wszystkich drogach

Drogach wojny okupacji

Poniewierki i cierpienia

Pogardy i bólu


Jak przystało

Na Dziecko Wojny

Aż do Wolnej Polski

Jakiej dla Moich Rodziców 

Przez tyle lat

Nie było ale

Ta Wolna Polska

Zawsze była 

W Moim Domu


W tej  Tęsknocie

W tej Modlitwie


I w tej Nadziei

I jakże bardzo  

Codziennie gorliwie

Potrafiliście jej strzec

Jakże mocno wierząc że 

Jednak przyjdzie że 

Jednak będzie

Tak silna

Tak mocna

Na ile Naród

Na tej drodze 

Wiary i Życia ku  Bogu 

I Wiarą i Bogiem Trwa 

 Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

13. 06.2022

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz