niedziela, 4 lipca 2021

I mimo wieku Zobacz jak się trzyma

 I mimo wieku

Zobacz jak się trzyma



Czgodnemu Jubilatowi

Józefowi Dombrowskiemu

W Serdecznej Dedykacji Autorskiej

Gdy na liczniku Żywota

Pojawiło się

70 Lat






I tak już witasz 

W Klubie Siedemdziesiąt

I choć już czas może



 




Na odpoczynek 

Ale  ten pośpiech

Wciąż taki bezstronny

Więc nie pozwala  już

Inaczej myśleć



Więc przeto dalej  

Tyle spraw przed Tobą

I tak  już co dzień

Dzień do dnia podobny

I tak już  co dzień

Zmierzasz swoją drogą

Co dzień będąc


Ciągle będąc 

W tym swoim

Pewnym miejscu


I znowu dalej

W połowie  swej drogi



I trudno dostrzec 

Jak mijają lata

I które kiedy są 


Na jakim piętrze

Bo Życie Auto

Pędzi coraz szybciej

I znów kilometr 

Gna za kilometrem



I znów tłumaczysz 


 


Jak zawsze

Przed sobą


Czas by  odpocząć

Może to i dobre

Ale co mam zrobić 

Co zrobić 

Z tą pracą

Kiedy o swoje

Tak zawsze jak dotąd  

Dalej  woła portfel



I ile na co 

Jest już ustalone

I co  skąd na co

To sam wiem najlepiej

Emerytom zawsze 

Tak odmierzą

Niech ma  ciut lepiej 
 

Lecz niech ma

Nadal niewiele

Ponad swoją  biedę


A ja przecież zawsze 

Jestem Józek z gestem

I dobrym autem

Pędzę swoją drogą


I u mnie dwa i dwa

Jest zawsze cztery

Lecz i  z nawiązką


Zawsze z Wolą Bożą



Ja o pieniądze 

Nie modlę się nigdy

Ale jakże często 

Proszę Ciebie Boże

Ja ze wszystkim

Zawsze jestem w normie


Ale zawsze 

Proszę Ciebie o jedno

Niechaj  mi zawsze 

Dobrze służy zdrowie



Niech mi zawsze

Dobrze służą dłonie

Niechaj  mi zawsze

Dobrze służą nogi

Niechaj  mi zawsze 

Dobrze tyka serce

Niechaj  po prostu

Zawsze będę zdrowy



Wtedy lata

Dumny wiek zaduma


Wtedy lata


Ów nektar żywota


Wtedy nawet

Droga i pod górę

Jakże piękna

I przyjemna droga


Wtedy lata

Tak jak kilometry

Niechaj  wciąż nowe



Będą na liczniku

A wtedy sprawy


Zawsze tylko proste

I cieszą oko


I balsam na sercu



I każdy mówi

Józek to potrafi

I każdy mówi 

Nawet lat nie widać

I wtedy Józek zawsze

Świetnie sobie radzi

I mimo wieku


Zobacz jak się trzyma



I dumny patrzysz

Na Swe Pokolenia

Mariusz i Paweł

Każdy rad z żywota

Choć każdy co dzień

Orze po swojemu

Lecz jakże widać


W tym dziele

Dłoń Ojca


To to Twoje lustro

I Twój obraz w lustrze

I ta twarz dumna

Ze swoich dokonań

Bowiem to wszystko

Co robiłeś wczoraj

Będziesz też robił


Jutro i pojutrze

Mimo członkostwa 

W Klubie Siedemdziesiąt








Ilustacje 

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

26.07.2020 r. 







 

 


sobota, 5 czerwca 2021

Katastrofa Smoleńska

 

Katastrofa Smoleńska

To takie strasznie dziwne określenie

Bo przecież w Polsce

Już nikt w to określenie

Nie wierzy

Jest to jednak

Najlepszy dowód na to

Na jakiej drodze jesteśmy

Do Prawdy


Bo przecież na tej drodze

Jak na tym  

Warszawskim Pomniku

Nagle urywają się schody

I nad tymi schodami

Li tylko czyste Niebo

 

Wszyscy jednak Powtarzają

To złudzenie

I próbują tym złudzeniem

Tę Pełną Prawdę

O Smoleńsku

Zastąpić

Zadeptać

Zażegnać

Przegonić


Odłożyć na potem

Bo tak najwygodniej

Tak powiedziała Annodina

Tak powiedział Muller

Tak od razu powiedział

Ten wizjoner

Donald Tusk

Czemuś tak bardzo serdecznie

Tuż zaraz po zamachu

Ściskający Władymira Putina

I tego już dalej

Nie trzeba badać

Nie trzeba tłumaczyć


Nie trzeba ryzykować

Jednakże Naród Polski

Wie swoje

Tak samo było przecież

Z tym magicznym 

słowem Katyń

Tak samo było przecież

Z tym magicznym słowem

Gibraltar Generał Sikorski


Kod do iluzji

I kod do kłamstwa

Jakże ten  sam

Kontraktowi twórcy

Tych podłych iluzji

Tworzonych na zlecenie

Swoich chlebodawców

Znowu przekornie powtórzą

To samo

A kto przeciw

W imię Prawdy

Temu zaraz doczepiona

Ta kpiarska opinia

Znowu ta wyssana z palca

Spiskowa teoria dziejów

Mimo iż od tych 

Narodowych tragedii

Mijają lata


To  Prawda nadal stoi obok

I na swoje 

Honorowe miejsce czeka

I czeka 

Pomijana przez publicystów

Przez uczonych

Przez historyków

Jeszcze bardziej niż papugi

Powtarzają jeden za drugim

Tyle razy fakty

Dopasowując

Do swoich apanaży

Już zawodowo wprawieni

W to urzędowe żonglowanie

Aby po raz kolejny

Skutecznie pomijać

Niewygodne fakty

 

Oto ginie Sztab Państwa

Giną Generałowie

Ludzie Sejmu i Senatu

Ginie Prezydent

To skandal nad skandalami

By do dziś Narodowi tak motać

Co tak naprawdę


Stało się w Smoleńsku

Przez tyle lat

Tego Tragicznego Faktu

Nie da się tłumaczyć

Rzekomą Niewiedzą


 

Główny winowajca

Gorzej niż Judasz i szyderca

Szykuje się do powrotu do kraju

Ratować stan swojej partii

Która to partia

W każdej swojej decyzji

Jest antypolska


To widać gołym okiem

Ta partia to  piąta kolumna

Tak samo wiarygodna

Jak i to sformułowanie

Katastrofa w Smoleńsku


 

W kółko drepcząc w miejscu

I nadal Narodowi podając

Tę samą papkę

Już tyle razy przeżuwaną

Przez wszystkie

Machiny medialne


Katastrofa w Smoleńsku

Katastrofa w Smoleńsku

Katastrofa w Smoleńsku

Określenie tak samo wiarygodne

Jak ów mit pancernej brzozy

Która nagle w tylu głowach

Płatnych hochsztaplerów wyrosła

 A może wreszcie


Dość bicia tej piany

Panowie Publicyści

I Panowie Uczeni

Panowie Historycy

Może wreszcie

Czas na ten moment

Prawdziwie Cywilnej Odwagi

I Moment Bezwzględnej Prawdy


Jak już mówi Uczony z Danii

I Uczony z Rosji

I zamach potwierdziły

Najlepsze laboratoria

W Stanach Zjednoczonych

I we Włoszech

Szkoda jednak że

Nie Wy Panowie Pierwsi

Przynajmniej więc

Powtórzcie za nimi

To nie była Katastrofa Smoleńska

A najpodlejszy w historii świata

Zamach Smoleński

Najcięższa zbrodnia


Atak terrorystyczny

I czas najwyższy

Odsłonić tę kurtynę


I wskazać winnych

By we wszystkich publikacjach

Była ta oczywista

Ta bezwzględna Prawda

Zaś największy dowód

Sprawca do dzisiaj

Trzyma wrak samolotu

I zwrócić ani chce

Ani nawet myśli

I niech  Rząd  przestanie


Zachowywać  się  tak

Wobec tego dowodu

Jakby Rządu nie było

I pytam tego Rządu

Który fizycznie jednak jest

Zwrot wraku przez sprawcę

Będzie odkładany na potem

Co już jednak sięga statusu że


Tak już zostanie

Na zawsze

I pytam pytam dalej

Zatroskany o bezpieczeństwo kraju

Jeśli z tak elementarną sprawą

Jest tyle zachodu

To kto Ciebie Polsko

Obroni przed wrogiem


Na placu boju

Czy znowu li tylko

Gorliwa Modlitwa

Całego Narodu

Od powietrza ognia i wojny

Zachowaj nas Panie

 

Jak to było w 1939 roku

 

Wtedy także

Był Prezydent Premier

I Wódz Naczelny

 

I wszyscy trzej zapewniali

Nie oddamy

Nawet guzika

A odwieczni

Nieprzejednani 


Wrogowie Polski

Roku po roku

Dzień po dniu

Wszystko przygowywali aż

Do tego momentu gdy 

Pospołu

Zagarnęli cały Kraj

Obracając w bezlitosną

Ruinę

Państwo Polskie

Wymazując z mapy Europy

I w niewolników zamieniając

Cały Naród 

Po czym do dziś

Żadnego odszkodowania

Żadnego zadośćuczynienia

Czy ten temat

Podobnie jak wrak samolotu

Jest także tak trudny

Aż nadal niemożliwy

Raz a dobrze skutecznie

Do podjęcia


Czy tak naprawdę ma wyglądać

Ów unijny solidaryzm

 


Ilustracje

Archiwum Internetowe

Stanisław Józef Zieliński

Tekst

Stanisław Józef Zieliński

6.06.2021 r.

 

wtorek, 1 czerwca 2021

Czas najwyższy już pomyśleć

 


Czas najwyższy już pomyśleć






Joli i Jarkowi 

Gołębiewskim 

Z serdecznymi życzeniami

 udanego startu 

W nowy  sezon turystyczny 

po zmaganiach 

z  bardzo odczuwalną  w skutki

pandemią coronawirusa COVID 19


Czas najwyższy już pomyśleć 

Jak tu w tym lecie zaistnieć

Podpowiadam całkiem z głową

Swój azymut tego lata

Ustaw na Władysławo


 

Ma pokoje Gołębiewski

I to całkiem w dobrej cenie

Bo uczciwie jeszcze myśli

Ma więc w życiu

Tę zasadę

Żyj szczęśliwie

I szczęśliwie daj żyć innym

 

Tu więc portfel jakby większy

Jakby bardziej wytrzymały

I miejscowość w dobrym miejscu

Bo na samym środku

Helskiego Półwyspu

 


Stąd jest  blisko do Juraty

Do Jastarni

Do Krokowej

I tak nie spostrzeżesz nawet

Jak kolejny dzień 

Masz  z głowy

 

Morskie fale widzisz z okna

Te cudowne białe grzywy


Pędzą z otwartego morza

Aż z zadumy 

Nad tym wszystkim

Zabulgocą wszystkie myśli

 

I swym szumem ukołyszą

Którego za skarby żadne

Ani w Gdańsku ani w Gdyni


Takiej mocy w nim

Nie znajdziesz

 

Tu ten  

Polski Wiatr od Morza

Tu ta  Moc jest 

I  tu ta  siła

Tu ta głębia 

Mocy Trwania

Tu odpoczniesz 

Mimo woli


Aż pod dachem

A i w piętach

Zakołacze w Tobie Wiosna

 

Może Pierwsza

Może Druga

Trzecia Piąta

I  Dwudziesta

Aż nie poznasz

Swoich myśli

I nie poznasz

Swego serca

Taki będziesz odnowiony

Prawie Neptun

Z głębi Morza


 

Takie wszystko będzie inne

Wróci tupet

Wróci wigor

I  to dotąd czego

Nie mogłeś ruszyć

Po powrocie

Ruszysz wszystko


Tak zwyczajnie

Wprost

Z kopyta



Ilustracje

Archiwum Internetowe

Archiwum Joli i Jarosława Gołębiewskich

Stanisław Józef Zieliński 

Tekst 

Stanisław Józef Zieliński

1.06.2021 r.